28 sty 2015

Rozdział 1

To właśnie dzisiaj! Dzisiaj zmieni się moje całe życie. Wyjeżdżam z Domu Dziecka, wyjeżdżam z Londynu i jadę do małego miasteczka Doncaster. Nie jestem pewna czy jestem do tego gotowa.
Przez szesnaście lat to Londyn był moim domem, tutaj się wychowywałam, tutaj poznałam moją pierwszą miłość i tutaj pierwszy raz płakałam.
Wczoraj pożegnałam się z moimi wszystkimi nauczycielami oraz kolegami i koleżankami z klasy. Za pewne nigdy nie będę ich już widzieć. Nigdy nie zobaczę już tych uśmiechniętych twarzy, które na każdej przerwie nabijały się z nauczycieli. Już nigdy nie usłyszę od nich ani jednego słowa. To trochę smutne. Porzucam mój dom, który przez całe dotychczasowe życie był całym moim światem. Nigdzie nie mogliśmy wychodzić, od razu po szkole wracaliśmy do Domu Dziecka, gdzie czekał na nas już ciepły obiad i własny pokój, który dzielisz z ludźmi których wręcz kochasz lub nienawidzisz.
Stałam pośrodku małego, kwadratowego pokoju, w którym znajdowały się dwa piętrowe łóżka. Na środkowej ścianie wbudowano małe okno, przez które przebijały się jasne promienie słońca. Nie było w nim za dużo miejsca do przemieszczenia się. Przy dwóch naprzeciwległych ścianach stały piętrowe łóżka. Każde posłanie było przykryte szarą, lecz miękką pościelą, a obok niej leżała szara poduszka. Przy łóżkach stały dwa biurka, na których leżały różne książki do szkoły. Po obu stronach okna znajdowały się szafy, w których musiały zmieścić się nasze ubrania i wszystkie książki, przybory szkolne i wszystko inne. Wszystko wyglądało tak jak zawsze gdyby nie dwie walizki leżące na środku pokoju, do których spakowane zostały wszystkie moje rzeczy.
W pokoju oprócz mnie nie było nikogo. Byłam tylko ja i był to mój ostatni pobyt w tym miejscu. Już nigdy tutaj nie wrócę, już nigdy nie zobaczę twarzy moich współlokatorek.
Próbowałam zapamiętać każdy zakątek tego pokoju, abym kiedyś, po miesiącach, latach nadal mogła go sobie przypomnieć.
Nagle drzwi od mojego pokoju otworzyły się, a w nich stanął mój brat James.
James jest na prawdę przystojny, jest wysportowany, ma 1,90 wzrostu oraz krótkie i gęste włosy, które wystawały w różne strony. Jego kolor oczu jest taki sam jak mój - niebieski. Kolor ten odziedziczyliśmy po naszej matce. Lecz gdy spojrzy się na mojego braciszka, można w nim zobaczyć naszego ojca. Jest do niego naprawdę podobny.
- Musimy już jechać - zwrócił się do mnie z uśmiechem i wziął moje dwie walizki, po czym zamknął drzwi zostawiając mnie samą.
Chwyciłam moja torbę, wrzuciłam do niej mój telefon, który przez cały czas spoczywał w moich rękach i ruszyłam w stronę drzwi. Jeszcze raz obróciłam się w stronę pokoju, który oglądałam codziennie, po czym zamknęłam za sobą drzwi.
Na korytarzu było naprawdę cicho, nikogo nie było co zdarzało się naprawdę rzadko. Zeszłam po schodach z pierwszego piętra na parter gdzie stał James, a obok niego walizki. Nikogo nie było w pobliżu, nawet mojego opiekuna. Poczułam się naprawdę głupio, że nikt nie chciał się ze mną pożegnać.
Podeszłam do Jamesa, który chwycił za mój nadgarstek i zaczął mnie kierować w stronę mojej starej jadalni.
- Gdzie ty idziesz? - spytałam, lecz nie dostałam żadnej odpowiedzi.
James tylko się do mnie lekko uśmiechnął, a następnie otworzył szeroko duże dębowe drzwi, które prowadzą do jadalni. Weszliśmy do niej oboje, a moim oczom ukazał się wspaniały widok.
- Wszystkiego Najlepszego! - krzyknęli wszyscy.
W sali znajdowali się chyba wszyscy którzy mieszkali w tym Domu Dziecka. Każda z tych osób miała ubraną urodzinową czapeczkę, a na ścianie wisiał wielki napis: ''Wszystkiego Najlepszego!'', a pod nim jeszcze jeden: ''Sweet 16''.
Przy całej tej przeprowadzce, która ciągnęła się przez całe dwa tygodnie zapomniałam, że dzisiaj są moje urodziny! Kończę szesnaście lat!
Na mojej twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech widząc moich przyjaciół, którzy teraz jak każda inna osoba znajdują się w tym pokoju i śpiewają dla mnie ''Sto lat''.
Po skończonej piosence każdy podszedł do mnie i złożył mi życzenia, a na samym końcu znalazła się moja najlepsza przyjaciółka i współlokatorka.
- Wszystkiego Najlepszego skarbie! - krzyknęła i przytuliła mnie do siebie - Znajdź tam w Doncaster jakiegoś fajnego chłopaka - mrugnęła do mnie - będę za tobą tak bardzo tęsknić – powiedziała, a po jej policzku spłynęły łzy.
Próbowałam się powstrzymać od płaczu, lecz nie potrafiłam. Moje oczy zaczęły mnie szczypać, a po chwili poczułam na moich policzkach mokrą ciecz.
- Aleks, proszę cię nie płacz - przytuliłam ją.
- Ale ja będę za tobą tak bardzo tęsknić!
- Ja za tobą też - przytuliłam ją jeszcze bardziej - ale proszę nie płacz, nie mogę patrzeć jak ty płaczesz. Proszę cię.
- No dobrze - obtarła swoje policzki a ja zrobiłam to samo.
Rozmawiałam jeszcze trochę z Aleks, bo wiedziałam, że jest to moja ostatnia rozmowa z nią, do momentu gdy podszedł do mnie Mati (wolę go nazywać czasami Mati niż James)
- Musimy już jechać. - powiedział i dodał na pocieszenie - Na pewno się jeszcze kiedyś zobaczycie.
Taa, już to widzę. Ciekawe jak mam zobaczyć się jeszcze kiedykolwiek z Aleks? Ona będzie tutaj w Londynie, a ja w Doncaster.
- Będę tęsknić - przytuliłam ją na pożegnanie, a z moim oczu znów poleciały łzy.
Ona wybąkała coś ''Proszę nie zapomnij o mnie'', a następnie ja wyszłam w stronę holu gdzie czekał już James, lecz tym razem bez żadnych bagaży.
- Bagaże są już w bagażniku, lepiej się pośpieszmy jeżeli chcemy zdążyć.
Wyszliśmy na zewnątrz budynku, gdzie było 20 stopni. Jak na Lodnyn to naprawdę bardzo ciepło.
Jeszcze raz spojrzałam w stronę budynku, w którym się wychowywałam. Budynek ten wyglądał na bardzo stary, posiadał pięć pięter i parter. Na pięciu piętrach znajdowały się same sypialnie i łazienki, a na parterze jadalnia, kuchnia, pokój wspólny i pokój do gier. Dom ten jest jednym z najlepszych Domów dziecka w całej Wielkiej Brytanii.
Odwróciłam się w stronę taksówki i usiadłam z tyłu, gdzie czekał już na mnie James.
- Jazda do lotniska zajmie nam około piętnastu minut - poinformował mnie - A nie będzie ci wieczorem zimno? - bardziej stwierdził niż spytał.
Miałam na sobie krótkie czarne i skórzane spodenki i do tego pasującą  pomarańczową bluzke, która odsłania mój brzuch.
- Nie będzie - powiedziałam i spojrzałam przez okno.
James wzruszył swoimi ramionami i wyciągnął ze swoich kieszeni czarne słuchawki i zaczął słuchać muzyki, którą aż przy mnie było słychać. James bardzo lubi słuchać rocka i metalu. Ja wole słuchać pop, lecz czasami rocka także posłucham.
Osobiście uważam, że jestem cichą i spokojną osobą. Nie lubię się wyróżniać, wolę zostać w tłumie. Mam jak na razie 1.65 wzrostu, lecz mam jeszcze nadzieję, że urosnę. Moje oczy, tak jak wspomniałam wcześniej są koloru niebieskiego, takie jak miała moja matka. Moim naturalnym kolorem włosów jest brąz, taki jaki miał mój ojciec, lecz moje włosy farbuje co parę miesięcy, gdyż nie lubię mieć takiego samego koloru włosów przez cały czas, wolę go zmieniać.
Spojrzałam ja zegarek znajdujący się na moim nadgarstku - Minęło dopiero pięć minut, a przed nami jeszcze dziesięć minut drogi w ciszy.
Chciałam dzisiaj spytać Jamesa o to co chodzi mi przez głowę od dłuższego czasu. Nigdy nie wiedziałam kiedy będzie ten właściwy moment i za każdym razem go przekładałam.
Najbardziej boję się, że mi nie odpowie, ale ja przecież już jestem prawie dorosła, prawda? Mam szesnaście lat, tylko dwa lata i będę już pełnoletnia. To jest naprawdę już blisko.
- James? - spytałam po cichu, po czym obróciłam powoli głowę.
No tak, James słucha sobie wygodnie muzyki i mnie nie słyszy.
Wypuściłam głośno powietrze i walnęłam go lekko w kolanu. Spojrzał na mnie ze zaskoczeniem, ale od razu zatrzymał muzykę i wyciągnął swoje słuchawki z uszu.
- Coś się stało? - spytał spokojnie nie spuszczając ze mnie wzroku - Jest ci zimno?
- Nie, nie jest mi zimno - przełknęłam ślinę - Po prostu chciałam się dowiedzieć jak zginęli nasi rodzice - powiedziałam i spojrzałam na swoje buty.
Przez chwilę trwała w taksówce niezręczna cisza. James nie wydał z siebie żadnego dźwięku, a ja nie widzę jaki ma wyraz twarzy ponieważ moje buty stały się nagle bardzo interesujące.
- Malia.. - zaczął lecz szybko mu przerwałam.
- James, ja już nie jestem małym dzieckiem, naprawdę chcę wiedzieć co stało się z naszymi rodzicami! Dlaczego tylko ty o tym wiesz? Przecież jesteś ode mnie tylko dwa pieprzone lata starszy! - krzyknęłam.
Na prawdę chciałam wiedzieć co stało się z moimi rodzicami i nie obchodziło mnie teraz, jak zareagowałam. Może nie powinnam się na niego aż tak bardzo wciekać, ale ja już nie potrafię.
- Malia ja wiem, że chcesz to wiedzieć, ale... ja nie wiem jak mam ci to powiedzieć - westchnął - Nie możemy tego zostawić na później? Na przykład jak przyjedziemy do Doncaster?
- Jeżeli będzie ci wtedy lepiej - powiedziałam ostro.
Nie siliłam się, aby brzmieć spokojnie, pozwoliłam działać moim emocją.
Wyciągnęłam z mojej torby białe słuchawki, które pasowały do mojego białego telefonu. Nałożyłam je na uszy i od razu usłyszałam znaną mi piosenkę Ellie Gulding ''Burn''.
James zrobił tak jak ja, założył z powrotem swoje słuchawki na uszy i odłączył się z tego świata.
Lecz mnie dręczyło poczucie winy. Może nie powinnam tak na niego napadać? Przecież to nie jego wina. To nie jego wina, że jest straszy i dowiedział się o tym od jakiejś nieznanej mu osoby. Przecież on próbuje się mną opiekować, przez całe te szesnaście lat nie spuszczał mnie z oka. Zawsze gdy mnie coś dręczyło mogłam do niego pójść i wypłakać się. On robił wtedy dla mnie gorącą czekoladę i przytulał mnie do swojego ciepłego torsu. To on przez te całe lata musiał pełnić rolę matki i ojca, a teraz gdy wyszliśmy z Domu Dziecka jest to bardzo ważne. A ja jak mu się odwdzięczam? Krzycząc na niego uważając, że on nic nie rozumie.
Resztę drogi spędziliśmy w ciszy. Parę razy próbowałam się przebić i go przeprosić, lecz w ostatniej chwili znów się wycofywałam.
Gdy taksówka stanęła obydwoje zdjęliśmy nasze słuchawki z uszu i wyszliśmy z samochodu. James zapłacił kierowcy, a ja za ten czas wyciągnęłam w bagażnika nasze torby i walizki.
- Pasażerowie lecący do Doncaster proszeni są do zgłoszenia się przy barierce.
Ruszyliśmy, więc w ciszy do barierki, przed którą stała wielka kolejka. Stanęliśmy jako ostatni, lecz po chwili za nami za nami stanęła jakaś starsza pani.
- Przepraszam - powiedziałam, spoglądając znów na swoje buty.
- Nic się nie stało - uśmiechnął się - przecież wiem, że ty po prostu chcesz wiedzieć co stało się z twoimi rodzicami. Lecz to jest bardziej skomplikowane niż myślisz.
- Dlaczego? - spytałam spoglądając na niego.
- Jak ci powiem to zrozumiesz - westchnął i spojrzał na swój telefon.
Po paru minutach kolejka stała się mniejsza, aż wreszcie nadszedł na nas czas. Włożyliśmy nasze telefony do koszyka i przeszliśmy przez barierką a następni skierowaliśmy się w stronę samolotu.
Usidłam przy oknie, a obok mnie usiadł mój braciszek. Usiedliśmy wygodnie na naszych siedzeniach i po niecałych pięciu minutach samolot ruszył.
Nie jechałam pierwszy raz samolotem, więc to nie było dla mnie nic nowego oraz strasznego.
Gdy znaleźliśmy się na normalnej wysokości James wyciągnął swoje słuchawki, włączył pod telefon i wręczył mi jedną słuchawkę.
- Dzięki - uśmiechnęłam się i oparłam głowę o jego ramię.

- Malia - usłyszałam męski głos, a następnie ktoś potrząsnął delikatnie moimi ramionami.
Otworzyłam powoli oczy i przypomniała sobie, że jestem w samolocie. Nade mną znajdowała się twarz wesołego Jamesa. Przetarłam moje zaspane oczy, aby dokładniej widzieć obraz, a następnie uśmiechnęłam się do Jamesa, który usiadł z powrotem na swoje miejsce.
- Zaraz lądujemy - powiedział i napił się wody - Chcesz?
Pokręciłam twierdząco głową i chwyciłam butelkę. Wzięłam parę łyków wody, bo naprawdę byłam spragniona.
Usiadłam wygodniej na fotelu po czym obróciła moją głowę w stronę okna. Coraz widoczniej można było dostrzec różne budynki, pola i ludzi, aż w końcu znaleźliśmy się na lotnisku w Doncaster.
James od razu wyciągnął nasze bagaże.
- Idziemy do Starbucks? - spytał podając mi swoją walizkę.
- Czemu nie - przytaknęłam.
Wzięliśmy nasze rzeczy i ruszyliśmy do Starbuck, który znajdował się tylko parę metrów od lotniska.
Zamówiliśmy naszą kawę i ciastka u dziewczyny, której włosy miały każdy kolor tęczy. Przez cały czas była uśmiechnięta, co naprawdę podziwiam.
- Śliczne włosy - powiedziałam jej gdy podaliśmy już nasze imiona.
Dziewczyna się tylko do mnie uśmiechnęła i zwróciła się do następnych klientów.
Czekaliśmy parę minut na zamówienie. W tym momencie ja byłam na twitterze, a James także robił coś na swoim telefonie.
Gdy wreszcie dostaliśmy nasze kawy i ciasta, odstawiliśmy nasze komórki i wzięliśmy się za wcinanie.
Jest to mój drugi pobyt w Starbuck, ponieważ jak mieszkałam w Domu Dziecka nigdy nie mogliśmy do niego chodzić, bo nie mieliśmy pieniędzy. Kawa ta była dla nas droga i żaden wychowawca nie pozwolił nam jej kupić, ponieważ uważał, że powinniśmy nasze pieniądze dobrze wydawać, a nie na jakieś bzdety.
Pierwszy raz w Starbuck byłam z moją przyjaciółką Alek, uciekłyśmy wtedy pierwszy raz ze szkoły i naszym pierwszym ''ukryciem'' był właśnie Starbuck.
Gdy zjedliśmy już James zadzwonił po taksówkę, a nasze puste kubki wsadziliśmy do walizek.
Taksówka przyjechała dokładnie po trzech minutach i od razu do niej weszliśmy. Nasz nowy dom znajdował się piętnaście - dwadzieścia minut od lotniska. Byłam bardzo podekscytowana, ponieważ chciałam już widzieć mój nowy dom. Jaki on będzie? Czy go polubię? Czy będę umiała się do niego dostosować?
- Dlaczego tak właściwie jedziemy do Doncaster, a nie zostajemy w Londynie? - spytałam mojego brata.
- Ponieważ tutaj dostałem moją pracę i dzięki niej będziemy mogli się jakoś ustosunkować. - zamilkł i po chwili dodał: - i dlatego, że nasza jedyna ciotka kupiła nam tutaj dom, gdzie będziemy mogli zamieszkać. Po prostu jest nasz, dostaliśmy go.
- Ale dlaczego to ona nie mogła nas wziąć gdy nasi rodzice zginęli? - spytałam nie rozumiejąc.
- Eh.. - westchnął - bo ona po prostu jeździ po całym świecie i sąd zdecydował, że lepiej będzie nam gdy trafimy do Domu Dziecka niż do niej.
Chciałam jeszcze coś powiedzieć, lecz nagle wjechaliśmy na ulice St. Georges Avenue, gdzie od teraz będzie znajdować nasz dom.
- Czy to jest dobra ulica? - spytała po paru minutach.
Na tej ulicy znajdowały się same ogromne domy oraz wille, nigdzie nie było widać ani jednego małego domku którego sobie wyobrażałam. Czułam, że nigdzie go nie znajdę. Kierowca za pewne się pomylił i wjechał na jakąś inną podobną drogę.
- Czy to na pewno jest ulica St. Georges Avenue? - spytałam kierowcę, bo James nagle stracił głos.
- Jestem tego pewny - powiedział uśmiechając się do mnie przez lusterko. - A oto wasz dom - powiedział jeszcze weselej.
Zaniemówiłam. Po prostu zaniemówiłam. Przed nami znajdował się piękny biały i jednopiętrowy dom, willa.
Przed nim znajdował się wielki basen z czysta wodą. Podjazd zbudowany był z małych i białych kamyczków, a w niektórych miejscach rosły jakieś kwiaty lub krzaki.
Udało mi się chwycić klamkę od taksówki moją drżącą ręką i wyszłam z niej na świeże powietrze.
James zrobił to samo co ja.
- James? - tylko to potrafiłam powiedzieć.
Mój brat zachowywał się tak jakby wcale mnie nie usłyszałam tylko nadal obserwował nasz nowy dom gdzie za chwilę wejdziemy.
Kierowca wyciągnął nasze bagaże, a ja mu zapłaciłam za dojazd. Razem z James wzięliśmy je do ręki i ruszyliśmy do brązowych drzwi.
James wyciągnął klucze z kieszeni i przekręcił je w zamku.
- Witaj w naszym domku siostrzyczko - uśmiechnął się i uchylił drzwi.
Przepuści mnie, więc przeszłam pierwsza przez prób naszego wspólnego i pierwszego domu, a za mną do budynku wszedł James.
Przed nami rozprzestrzeniał się wielki hol. Ściany miał pomalowane na jasny beż, a na nich znajdowały się w niektórych miejscach brązowe kwiaty w różnych wielkościach.
Ściągnęliśmy nasze buty i we skarpetkach ruszyliśmy w głąb domu, zostawiając nasze bagaże w przedpokoju.
Przed nami rozprzestrzeniał się wielki salon. Podłoga była zbudowana z białych kafelek, które wyglądały jakby dopiero co je wypolerowano. Na samym środku pokoju znajdował się mały stoliczek. Był on koloru białego, a na środku miał przezroczyste szkło. Na nim znajdowały się różne dekoracje, które dokładnie pasowały do klimatu tego pokoju. Obok stolika znajdowały się dwie wielkie i znów białe kanapy. Na nich zmieści się na pewno bardzo dużo osób. Na przeciwko stolika znajdowała się wielka komoda zbudowana z drewna. Na niej także znajdowało się dużo ozdób, a w jej głębi wielka plazma.
Obok komody znajdowało się jedno małe krzesło, na którym została położona biała poduszka w brązowe wzory. Obok niej znajdowały się także wielki doniczki z których wyrastały rośliny.
W pobliżu krzesła były drzwi które prowadziły do tarasu. Przez szybę można było nawet zobaczyć wielki basen, który znajdował się w naszym ogródku.
Nigdy w życiu nie marzyłam o tym, aby mieć swój własny basen i do tego taki wielki i nowoczesny dom. Zawsze wyobrażałam sobie jakiś mały domek, w którym będę prowadzić moje spokojne życie, bo byłam pewna, że nie będzie mnie stać na taki dom w którym stoję teraz. To wszystko wydaje się jak jakiś wspaniałym snem!
- No to idziemy na nasz taras? - zagadnął James i otworzył drzwi, które właśnie tam prowadziły.
Tym razem pierwszy przeszedł mój brat, a ja zanim, prawie depcząc mu po piętach.
Taras był po prostu śliczny. Basen jako pierwszy przykuł naszą uwagę lecz później oswajając się z widokiem zauważyliśmy fioletowe leżaki i do tego dopasowane fioletowe, małe stoliki. Wokół tarasu rosło wiele roślin. Jednym słowem ogród był piękny!
Następnie wróciliśmy do salonu z którego przeszliśmy do kuchni, którą oddzielały drzwi z salonem. Kuchnia też miała ten sam odcień kolorów co cały ten dom, biało-brązowy.
Na środku stał brązowy blat, przy którym postawiono dwa szare krzesła. Naprzeciw tego blatu znajdował się piec, a przy szarej ścianie stały wszystkie potrzebne przyrządy i szafki. Od razu sprawdziłam czy są w nich np. sztućce. O dziwo były one tam i jeszcze wiele innych rzeczy. W lodówce znajdowały się świeże produkty, które wyglądały jakby dopiero je dzisiaj ktoś kupił. Wszystkie szafki były zapełnione przez brzegi potrzebnymi oraz mniej potrzebnymi rzeczami.
Moją uwagę jednak przykuło okno, które miało kształt koła. Przez nie dokładnie można było widzieć mały lasek oraz jezioro. Jak się okazało po tym widoku - zaraz gdy wyjdziemy z naszego domu i skręcimy w prawo dojdziemy właśnie do tego lasu i jeziora.
Przeszliśmy przez następne drzwi, które znajdowały się w kuchni i znaleźliśmy się w przestronnej jadalni. Podłoga była zbudowana z drewnianych paneli a ściany były koloru białego, lub czasem koloru brązowego. Kolor brązowy błyszczał bardzo, jakby posypało się go brokatem.
Na samym środku jadalni stał wielki, brązowy stół przy którym znajdowało się sześć krzeseł, ze trzy po każdej stronie. Na stole były postawione dwa dzbanki i dwa talerzy, jakby specjalnie dla nas.
Na białej ścianie, na przeciwko obrazu wisiał wielki czarno-biały obraz, który przedstawiał ruiny jakiegoś zamku.
Nad stołem wisiały dwie okrągłe i białe lampy, które teraz nie były włączone, ponieważ światło dochodziło z brązowego okna.
Ostatnim naszym pokojem do odwiedzin była łazienka, która znajdowała się zraz obok jadalni. Podłoga była zbudowana z białych kafelek, prawie takich samych jak w jadalni, tylko, że trochę mniejszych, a ściany także pokryte były kafelkami w dwóch kolorach.
Największą atrakcją była wielka wanna, która znajdowała się w rogu, zaraz obok drzwi do wyjścia. Obok niej był wieszak, aby można było powiesić swoje ubrania oraz jedna mała, szara pufa. Gdy spojrzało się do góry to właśnie nad tą wanną znajdowała się wielka oraz płaska lampa, która wytwarzała żółte światło, a obok niej w kształcie koła układały się małe lampy.
- A te drzwi do czego prowadzą? - spytałam gdy wyszliśmy z łazienki.
Myśleliśmy, że na parterze zobaczyliśmy już wszystkie pokoje, lecz jak widać jeden ominęliśmy.
- No to zobaczmy.
Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazała się wielka siłownia. Pokój ten był naprawdę wielki, może nawet większy niż nasz salon. Znajdowały się w nim wszystkie przyrządy, które można było spotkać w normalniej siłowni. Projektant nie ominął ani jednego.
- Coś dla ciebie - poklepałam brata po ramieniu, aby wreszcie się ocknął.
James od zawsze marzył o własnej siłowni. Zawsze gdy ktoś go się pytał jak wyobraża sobie swój przyszły dom od razu mówił, że powinna się tam znajdować siłownia, aby czuł się w tym domu lepiej.
James stał tak przez parę minut i obserwował każdy sprzęt po kolei, jakby przypatrywał się, czy on tego sobie na pewno nie wymyślił, a tak naprawdę znajduje się w pustym pokoju.
Następnie wyszliśmy z jego siłowni i ruszyliśmy w stronę schodów, które zaprowadziły nas na pierwsze piętro. Podeszliśmy do pierwszych drzwi, a na nich wisiał napis: ''Malia''. Uśmiechnęłam się pod nosem i pchnęłam drzwi.
Moim oczom ukazał się śliczny, duży i w dodatku fioletowy pokój. Podłoga była pokryta jasnymi panelami a ściany były koloru jasnego fioletu. Przy lewej ścianie stała biała półka a na niej znajdowały się rożne dekoracyjne rzeczy. Dokładnie nad tą półką wisiało wielkie lustro.
Własne lustro.
Obok tej półki znajdowało się wielkie, dwu osobowe łóżko, które przykryte było fioletową pościelą. Dokładnie przy łóżku znajdowało się okno, przez które można było widzieć dokładnie jezioro i polanę wokół niego.Znajdowała się także wielka szafa, w której mam nadzieję, że pomieszczę rzeczy, inne szafki, półki oraz biurko, na którym postawiony był laptop.
W Domu Dziecka nikt z nas nie posiadał ani laptopa, ani komputera. Jedyne co mogliśmy mieć to telefony komórkowe, które tamtego roku dostaliśmy pod choinkę. Wszyscy bardzo się z tego prezentu ucieszyli.
Oczywiście mieliśmy komputery w Domu Dziecka, lecz one były dla wszystkich i każdy musiał wpisywać się do księgi, kiedy i o której chcieliśmy wejść i oczywiście na jak długo.
Obok mojego pokoju znajdowały się następne drzwi, które prowadziły do łazienki, który była tylko moja. Nareszcie.
Na drugim piętrze znajdowało się tylko pięć drzwi, a trzecie nie wiadomo gdzie prowadziły. James jako pierwszy chwycił klamkę i otworzył drzwi. Naszym oczom ukazał się pusty pokój z wielkim oknem i drzwiami, przez które można było wyjść na balkon.
Na środku pokoju leżała biała koperta. Wzięłam ją do ręki i przeczytałam, to co pisało na kopercie:
„Malia”
Otworzyłam szybko kopertę w której znajdował się krótki liścik:

''Malia, oto pokój z którym możesz robić co zechcesz.
Nie wiedzieliśmy o czym tak naprawdę marzysz. Wiedzieliśmy, że James chciał mieć zawsze siłownię, lecz co ty zawsze chciałaś? Nikt nam nie powiedział.
Mamy nadzieję, że zrobisz z tego pokoju swój własny zakątek świata''.

Wyszłam z pokoju razem z moim bratem i skierowałam się w stronę ostatnich drzwi na których za pewne była karta: ''James''.
Po mojej głowie wciąż krążyły te same słowa, które chwile temu przeczytałam ''zrobisz swój własny zakątek świata''. Ale jak tak naprawdę wygląda mój świat? Przecież ja nie mam czegoś takiego co najbardziej na świecie lubię i chciała bym to robić w przyszłości. Muszę się nam tym dokładnie zastanowić.
James otworzył drzwi od swojego pokoju i od razu moim oczom pokazał się wielki pokój nastolatka. Podłoga , tak jak moja była pokryta jasnymi panelami. Sufit był koloru czarnego, na którym znajdowały się małego ledowe światełka gdzie tylko się nie spojrzy. To naprawdę wyglądało świetnie! Na samym środku było łóżko, pokryte białą pościelą a obok niego stała czarna lampa. Dokładnie na przeciwko łóżka wisiała na ścianie wielka plazma, a koło niej były wielkie półki, a na nich przyklejone dwie postacie z hip hopu.
W pokoju znajdowały się także szafy, półki, biurko, na którym także leżał nowy laptop oraz różne pufy i jedna wisząca pufa.
Po paru minutach wyszliśmy z jego pokoju i ruszyliśmy już do ostatnich drzwi. Tym razem otworzyłam ja je i weszliśmy do wielkiej łazienki, która była jego własnością.
Następnie poszliśmy po nasze bagaże, które nadal stały w holu i zanieśliśmy je do naszych pokoi. Zaczęliśmy je rozpakowywać.
Wszystkie ubrania, które znajdowały się w pierwszej walizce poukładałam w szafie oraz do niektórych półek. Z następnej walizki wyciągnęłam wszystkie moje rzeczy, kosmetyki, aparat, albumy ze zdjęciami, książki i wiele innych rzeczy.
Wszystko poukładałam dokładnie w szafkach, a jedyne zdjęcie moich rodziców razem z nami, postawiłam na biurku, a zdjęcie mnie i Aleks, na półce nocnej obok mojego łóżka.
Zanim się rozpakowałam na dworze zapadł już zmrok. Spojrzałam na zegarek, który wisiał na ścianie i zauważyłam, że jest już po dziesiątej wieczorem.
Wzięłam szybki prysznic ubrała się w moją piżamę i ruszyłam do salonu aby pooglądać jakiś ciekawy film.
Gdy do niego doszłam, James siedział sobie na kanapie i oglądał film. Od razu dołączyłam do niego.
- Co oglądasz? - spytałam.
- ''Efekt Motyli'' - powiedział i przykrył mnie koce, bo było trochę zimno.
____________________________

Obudziłam się przez promienie słońca, które przebijały się przez moje nie zasłonięte okno. Wstałam leniwie z łóżka i ruszyłam do szafy aby wybrać jakieś ubranie. Zdecydowałam, że ubiorę czarne szorty i białą bluzkę z napisem: ''FU#K'', która odsłaniała mój brzuch. Szybko się przebrałam i ruszyłam w stronę kuchni na śniadanie.
Dzisiaj jest ostatni dzień mojej wolności, ostatni dzień wakacji. Jutro zacznie się nowy rok szkolny, w nowym mieście i w nowej szkole. Po prostu świetnie. Nikogo nie będę znać i tego boję się najbardziej. A co jeśli nikt mnie nie polubi? Nigdy nie pokazywałam za bardzo swojej sympatii.
Weszłam do kuchni, a przy kuchence stoi już mój braciszek z patelnią w ręku.
- Dzień Dobry śpiochu - zaśmiał się.
Uśmiechnęłam się do niego i wyciągnęłam z półki talerze, po czym położyłam je na blacie.
- Co robisz? - spytałam siadając naprzeciwko go.
- Naleśniki.
- Mmm. Naleśniki - oblizałam usta, na co on pokręcił z dezaprobatą głowa.
Po paru minutach jedzenie było już gotowe. James wziął sobie trzy, a ja dwa naleśniki. Były bardzo pyszne.
- Mam coś dla ciebie - powiedział gdy odstawił nasze talerze do zlewu.
- Co?
- Niespodzianka.
Ruszył do salonu, a ja posłusznie za nim. Usiadłam na kanapie obserwując co robi. James wyciągnął za kanapy pokrowiec, który wyglądał jak pokrowiec od gitary i podszedł do mnie.
- Wszystkiego Najlepszego siostrzyczko. Wiem, że wczoraj powinienem ci dać ten prezent, ale przez tą całą przeprowadzkę zapomniałem.
- Dziękuję - przytuliłam go.
Otworzyłam pokrowiec w którym znajdowała się GITARA! Wyciągnęłam ją z pokrowca i zaczęłam na niej ''grać''.
- Dlaczego kupiłeś mi gitarę?
- Bo pamiętam jak kiedyś poszłaś na ten kurs gitary, który trwał dwa tygodnie i byłaś z tego ogromnie szczęśliwa.
- I ty to zapamiętałeś? To było ze trzy lata temu!
- Mam dobrą pamięć - uśmiechnął się.

________________________________

Po obiedzie, który zrobiłam razem z moim bratem, zdecydowałam się pójść na zakupy. Nie miałam jeszcze żadnych książek na jutro do szkoły, ani torby. Dodatkowo chciałam sobie kupić jakieś książki z nutami do gitary i jeżeli starczy mi pieniędzy to kupić jakieś nowe ubrania.
James poszedł dzisiaj pierwszy dzień do pracy, zaraz po swoim obiedzie. Był zestresowany, ale widziałam w jego oczach ten błysk zaciekawienia.
Postanowiłam pójść do miasta pieszo, przynajmniej sprawdzę jak długo będzie trwać taki spacerek.
Mój dom ma numer 29 i jest prawie jednym z ostatnich domów na tej ulice, za nami są może jeszcze ze cztery domy.
Gdy szłam spacerkiem po mojej nowej okolicy, zauważyłam, że każdy dom tutaj ma swój własny basen.
Gdy przechodziłam obok domu nr 25 ze środka wypadł jakiś chłopak. Na jego twarzy od razu zauważyłam kolczyki. Jednego miał na nosie, drugiego we wardze a trzeciego we brwi. Całe jego ciało pokryte było tatuażami. Jego oczy przez chwilę były koloru niebieskiego, lecz gdy znów obrócił się w stronę domu, z którego wyszedł teraz mężczyzna jego oczy pociemniały. Włosy miał koloru jasnego brązu, które sterczały mu w różne strony.
Chłopak nawrzeszczał na mężczyznę, który stał w drzwiach, głośno przeklną i obrócił się do niego tyłem. Mogłam zauważyć, że idzie w kierunku czarnego ścigacza. Mężczyzna zniknął w głąb domu, a chłopak wsiadł na swojego ścigacza i nawet nie próbował założyć kasku na głowę. Usłyszałam jak wyjeżdża spod swojego podjazdu. W momencie gdy mnie mijał, zauważyłam jakby zwalniał, obrócił swoją głowę i mrugnął do mnie, po czym odjechał.
Poczułam jak moje policzki się czerwienią.
________________________________

Godzinę później, po incydencje z tym chłopakiem miałam kupione już wszystkie książki, które będą mi potrzebne na tegoroczny rok szkolny oraz kupiłam parę książek z piosenkami do gitary.
Teraz kierowałam się w stronę Starbuck aby zrobić sobie trochę przerwy w zakupach. W moim myślach wciąż był ten sam chłopak ze ścigaczem. Byłam ciekawa dlaczego tak się wciekł na tego mężczyzne. Ciekawe czy on tam mieszka, a może tylko przyszedł kogoś odwiedzić? Chciałabym go jeszcze raz zobaczyć.. Nie! Nie! On na pewno jest niebezpieczny, po prostu nie powinnam więcej zwracać na niego uwagi. Tak będzie najlepiej.
Weszłam do Strabucksa i udałam się do lady, gdzie stała ta sama dziewczyna, która wczoraj pracowała w tym samym sklepie na lotnisku.
- Hej! - przywitałam się.
- Hej - uśmiechnęła się.
Podałam jej swoje zamówienie i od razu chciałam jej podać swoje imię, lecz ona je zapamiętała i od razu na kubku napisała ''Malia''.
- Pamiętasz? - zdziwiłam się.
- Pamiętam - zaśmiała się - i imię twojego brata Jamesa też pamiętam.
Chwila? Czy jej się spodobał mój brat? Nie, nie to nie możliwe. Albo...? Widziałam jak jej twarz promieniej gdy wypowiedziała te imię, a następnie zwróciła się do następnych osób, które stały za mną.
Usiadłam przy wolnym stoliku i czekałam na moje zamówienie. W tym czasie postanowiłam wejść na twittera.
Tweet: Dziewczynie ze Starbucksa spodobał się mój brat LOL.
Na sam napis musiałam się zaśmiać. Ale to jest naprawdę dziwne. No cóż będę musiała się dzisiaj spytać mojego brata, może ona mu się też podobała? Jak ja lubię swatać ludzi!
Po trzech minutach czekania otrzymałam moja mrożoną kawę. Wypiłam ją powoli wertując w tym czasie tweety innych ludzi.
Po wypitej kawie ruszyłam do drzwi wyjściowych, bo czekały na mnie jeszcze zakupy. Właściwe chciałam dotknąć klamki aby wyjść, ale drzwi otworzyły się przede mną a w nich stanął ten sam chłopak, co wtedy przed domem numer 25. Ubrany był w czarne Jeansy i do tego biały T-shirt na którym pisała ''FU#K'', a na jego oczach znajdowały się czarne okulary przeciwsłoneczne.
Chwila.. my mamy prawie te same bluzki?!
Gdy na mnie spojrzał zauważyłam w jego oczach błysk pożądania. Uśmiechnął się chytrze i znów do mnie mrugnął, a jego uśmieszek nie schodził mu z twarzy. Przejrzał mnie od góry do dołu, a jego wzrok zatrzymał się na chwilę na mojej bluzce, po czym wrócił na moje oczy. Tym razem nie są już tak ciemne, są koloru niebieskiego.
Poczułam jak się czerwienię i szybko wyszłam z sklepu.
Jak ja mogłam na to pozwolić?  
On jest taki ładny
Nie. Ja muszę naprawdę o nim zapomnieć. Nie mogę się mu poddać, on po prostu chce mnie przelecieć i to wszystko. Nie poddam się mu ani tym pięknym niebieskim oczom.
Ruszyłam w stronę najbliższego sklepu, gdzie wisiała ładna torba. Zobaczyła sobie ją bliżej. Była koloru czerwonego i pisała na niej ''puma''. Była to torba na ramię. Nie lubię chodzić w plecakach, to jest takie trochę przeterminowane.
Zapłaciłam za torbę i ruszyłam do sklepu z ubraniami, bo pieniędzy trochę mi jeszcze zostało. Przeszłam przez parę sklepów, przymierzałam niektóre ubrania i ostatecznie kupiłam: czerwoną rozkloszowaną spódnice, dwie pary szortów, jedną bluzkę i do tego bransoletkę z ''I love London''.
Po skończonych zakupach postanowiłam wrócić do domu, trochę odpocząć i nacieszyć się ostatnim dniem wakacji.
Gdy przechodziłam obok domu numer 25, gdzie nie widziałam tego chłopaka ani jego ścigacza, było widać tylko jak po ogródku biega jakaś miała dziewczynka, a obok niej stoi jakaś starsza kobieta.
Gdy doszłam do mojego domu od razu wyciągnęłam wszystkie kupione rzeczy i poukładałam je do półek.
Postanowiłam, że ostatni dzień spędzę pływając w moim własnym basenie. Wyciągnęłam z szafy niebieskie bikini i szybko się w nie przebrałam. Włosy spięłam szybko w koka, wyciągnęłam z półki ręcznik i książkę a z torby telefon, słuchawki, i zaczęłam iść w stronę tarasu.
Ręcznik położyłam na leżaku tak samo jak książkę, telefon i słuchawki. Weszłam do wody po schodkach, bo za dobrze to ja pływać nie potrafię. Na szczęście basen nie jest głęboki i dosięgam nogami podłogi.
Po dwóch godzinach pływania, a bardziej wygłupiania się wyszłam z wody i położyłam się na leżaku. Wzięłam do ręki książkę i zaczęłam ją czytać.
Gdy mój telefon wskazywał godzinę osiemnastą nie chętnie wstałam z leżaka i poszłam do kuchni. James kończy dzisiaj swój pierwszy dzień w pracy o 19 i dlatego zrobię dla niego kolację.
Chwyciłam mój telefon i szybko tweetnęłam:
Tweet: Czas na zapiekankę!
Nie, ja wcale nie jestem uzależniona od twittera.
Wyjęłam wszystkie potrzebne składniki do zapiekanki i gdy James wszedł do domu godzinę później jedzenie czekało już na stole w jadalni.
- I jak było w pracy? - powiedziałam nakładając sobie i jemu zapiekanki.
- Nie ma źle mimo że wkurzył mnie taki jeden chłopak.
James dostał pracę jako sprzedawca w sklepie muzycznym, co uważam za świetne. On oczywiście nie jest tym, aż tak bardzo ucieszony. Wolałby robić coś bardziej ze sportem niż z muzyką, ale to lepsze niż nic.
- Czym cię wkurzył?
- A przychodzi sobie z jakąś dziewczyną i zaczyna sobie jakby nigdy nic grać na fortepianie. Gdy mu powiedziałem, że nie może zaczyna się ze mnie śmiać wyzywa mnie a następnie zrzuca parę skrzypiec na ziemię i wychodzi sobie z sklepu - westchnął - Mam tylko nadzieję, że nie będzie ze mną w klasie, bo raczej jest w moim wieku, a jeżeli został siedzieć to aby nie był z tobą w klasie.
- A jak wyglądał? - spytałam biorąc następny kawałek zapiekanki.
- Miał dużo tatuaży, kolczyki chyba trzy: we brwi, wardze i nosie, ale nie jestem pewny. Na początku nie widziałem koloru oczu, ale gdy zrzucał te skrzypce widziałem tylko czerń.
Zamarłam. Przecież to nie może być ten sam chłopak co ja widziałam, prawda? Na pewno dużo tutaj jest jakiś chłopaków którzy mają tatuaże, kolczyki i oczy które stają się ciemne. Ale to przecież tak bardzo do niego pasuje! I jeszcze ten chytry uśmieszek. Nie...
Po skończonej kolacji usiedliśmy przed telewizorem aby spędzić ostatni dzień wakacji razem. W telewizorze zaczął lecieć jakiś nudny film, który ani mnie ani James za bardzo nie interesował. Krążyłam moim myślami wszędzie, zastanawiając się nad niektórymi sprawami, aż nagle sobie przypomniałam co mi wczoraj obiecał James.
- Jak nasi rodzice zginęli?
- C-co?
- Obiecałeś mi wczoraj, że mi wszystko powiesz.
- No dobrze - wyłączył telewizor - Nie jest to długie. No więc nasi rodzice postanowili się kiedyś tam rozstać.
- Co?
- Tak, chcieli się rozwieść.
- Ale dlaczego?
- A bo ja mam wiedzieć? Nie kochali siebie już tak bardzo jak kiedyś?
- Ale kiedy to postanowili?
- Parę tygodni po twoich narodzinach.
Poczułam jak coś we mnie pęka. A jeżeli to moja wina, że moi rodzice się rozwiedli i dlatego spotkał ich ten okropny wypadek?
- Chcieli się rozwieść i nie wiedzieli co zrobić z nami - przełknął śliną - i oddali nas po prostu do Domu Dziecka.
- C-co?
- Tak, nikt z nich nie chciał mieć na karku dwójkę małych dzieci, które będą im przeszkadzać spotykać się z innymi osobami.
- Czyli, że oni nadal żyją?
- Tak, żyją, ale nikt nie wie gdzie mieszkają ani co robią. Po prostu zerwali kontakt, nigdy także nie próbowali się z nami skontaktować.
- To, to nie możliwe.
- Niestety możliwe - przytulił mnie - ale to nie koniec.
- Jak to nie?
Może być coś jeszcze gorszego?
- Ta ciotka, która dała nam ten wspaniały dom chciała nas do siebie przyjąć, sąd nawet jej pozwolił tylko nasi rodzice nie chcieli jej dać do nas prawa.
- Czyli sąd jednak pozwolił jej?
- Tak, ale rodzice niestety nie - przytulił mnie mocno.
Jak nasi rodzice mogli nam coś takiego zrobić? Przecież o takim czymś nie idzie ani pomyśleć a co dopiero co zrobić. Czy oni nie mieli serca? Jak rodzic może swoje własne dziecko oddać do Domu Dziecka bo chce ''poznać'' nowe osoby.
- Cz-Czy to moja wina? - spytałam.
- Co?
- No bo powiedziałeś, że to po moich narodzinach zdecydowali, że chcą się rozwieść. Co jeśli to przeze mnie się rozstali?
- Na pewno nie przez ciebie, coś ty.
- Ale to przecież jest możliwe! Gdybym się nie urodziła oni byli by może jeszcze razem, a ty nigdy byś nie trafił do Domu Dziecka.
- I nigdy nie miał bym takiej wspaniałej siostry. Malia oni tak czy siak by się rozeszli obojętnie czy byś była czy nie.
- No ale jeśli... - chciałam coś powiedzieć, lecz James mi przerwał:
- To nie jest twoja wina. Oni i tak by się rozeszli tak miało się stać i się stało. - westchnął.
- Jesteś pewny?
- Na sto procent siostrzyczko.
- Ale nigdy nie próbowali się skontaktować?
Pokręcił głową.
- Szkoda, a co z ciotką?
- Nie możemy jej widzieć, ona nie może się z nami kontaktować. Rodzice jej zabronili.
- To jest chore!
- Wiem, a to, że ten dom kupiła nam ciotka także, nikt nie wie. Nikt nie może się dowiedzieć.
- A to nie możemy się z nią spotkać w ukryciu?
- Możemy i tak też zrobimy - uśmiechnął się - ale dopiero gdy wróci do Wielkiej Brytanii.
- Gdzie teraz jest?
- W Brazylii.
James z powrotem włączył telewizor. Nasza rozmowa ucichła, a ja nie miałam sił na jej dalszą część. Nigdy nawet nie myślałam o czymś takim, że nasi rodzice po prostu przez rozwód nas tam oddali. Jeżeli jednak mam być szczera nikt tak naprawdę nie powiedział mi, że moim rodzice mieli wypadek to ja sobie to po prostu do głowy wbiłam.
Po północy poszłam w stronę mojego pokoju, aby być na jutro wyspana. Przebrałam się szybko w moją ulubioną piżamę, umyłam zęby i weszłam do miękkiego łóżka. Przed snem nastawiłam jeszcze budzik, aby na jutro nie zasnąć.
Zasnęłam z myślami o chłopaku z dzisiejszego dnia.


_______________

A wiec jest już 1 rozdział :) 
Mam nadzieje, ze się spodoba i zrozumiecie mnie ze rozdziały nie będą dodawane co tydzień bo po prostu rozdziały będą długie. I czasami będę je dodawać raz w miesiącu
2 rozdział powinien pojawić się za tydzień lub za dwa tygodnie
Co o nim sadzicie? 

 CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MASZ SZACUNEK DLA AUTORKI ZA SIEDZENIE GODZINAMI/DNIAMI NAD ROZDZIAŁEM


9 komentarzy:

  1. Świetny rozdział :)
    Ich rodzice serio byli wredni... Łagodnie mówiąc...
    No cóż tak bywa ;)
    Czekam na następny :3
    Interviever

    OdpowiedzUsuń
  2. aww świetny czekam na kolejny z niecierpliwością <3 @nxd69

    OdpowiedzUsuń
  3. super pisz dalej kochana wkrecilam sie
    <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Mogę napisać długi komentarz? :) Mam nadzieję, że tak. Fabuła bardzo mnie zaciekawiła. W sumie to nie lubię jak dzieci z domu dziecka wychodzą i od razu mają wszystko, ale przymrużyłam oko haha:)
    Piszesz długie rozdziały, robisz opisy i dobrze wstawiasz dialogi. Super! Naprawdę. To jest świetny początek, zwłaszcza że fabuła jest zachęcająca. Mnie się podoba.
    Czasem gubisz przecinki, ale wiesz...bywa :D Ja sama też popełniam błędy i grunt to się do nich przyznać.
    Oczywiście, że tu zostanę i wierzę w Ciebie. Nie zawiedziesz mnie :* Mam taką nadzieję.
    Pamiętaj, żeby nie przyśpieszać akcji. Wtedy nie będziesz wiedziała co zrobić. Ale to rada na przyszłość, bo dopiero zaczynasz.
    Podoba mi się to, że chcesz pisać, masz pomysł i próbujesz nas zaciekawić. Bo gdybyś robiła to na odwal się, nie byłoby żadnych korzyści.
    Jedyne co mi się nie podoba to zwiastun...Moim zdaniem oczywiście, w ogóle mnie nie zachęcił. Ty mnie zachęciłaś słodką prośbą na TT :*
    Czekam na następny rozdział i przesyłam ci telepatycznie dużo weny.
    ~Pisanie nie polega jedynie na wyrażaniu myśli, to także głęboka zaduma nad wymową każdego słowa.~
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny po prostu cudowny rozdział !!!!!! <3 <3 <3 Fabuła mega ciekawa, bohaterowie niesamowici i ogółem no nic dodać nic ująć ^.^ Naprawdę ci to super idzie.Podziwiam za ilość napisanego tekstu i za pomysłowość bo ja bym na pewno tak nie potrafiła:P Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały ^.^ !!!!! <3 <3 Pozdrawiam i życzę weny w dalszym pisaniu :***

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś cudownego! Naprawdę! :)
    Fabuła bardzo ciekawa i mam nadzieję, że będziesz przez długi czas ją prowadzić!
    Na pewno wstąpię jutro na kolejny rozdział! <3

    /@LiamCrushTwoj

    OdpowiedzUsuń
  7. dlugi rozdzial a takie lubie :) genialne opisy i oby tak dalej czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Boże święty xD Ja nie chce czekac aż tyle kom wybije ;'(

    OdpowiedzUsuń