To właśnie dzisiaj! Dzisiaj zmieni
się moje całe życie. Wyjeżdżam z Domu Dziecka, wyjeżdżam z
Londynu i jadę do małego miasteczka Doncaster. Nie jestem pewna czy
jestem do tego gotowa.
Przez szesnaście lat to Londyn był
moim domem, tutaj się wychowywałam, tutaj poznałam moją pierwszą
miłość i tutaj pierwszy raz płakałam.
Wczoraj pożegnałam się z moimi
wszystkimi nauczycielami oraz kolegami i koleżankami z klasy. Za
pewne nigdy nie będę ich już widzieć. Nigdy nie zobaczę już
tych uśmiechniętych twarzy, które na każdej przerwie nabijały
się z nauczycieli. Już nigdy nie usłyszę od nich ani jednego
słowa. To trochę smutne. Porzucam mój dom, który przez całe
dotychczasowe życie był całym moim światem. Nigdzie nie mogliśmy
wychodzić, od razu po szkole wracaliśmy do Domu Dziecka, gdzie
czekał na nas już ciepły obiad i własny pokój, który dzielisz z
ludźmi których wręcz kochasz lub nienawidzisz.
Stałam pośrodku małego, kwadratowego
pokoju, w którym znajdowały się dwa piętrowe łóżka. Na
środkowej ścianie wbudowano małe okno, przez które przebijały
się jasne promienie słońca. Nie było w nim za dużo miejsca do
przemieszczenia się. Przy dwóch naprzeciwległych ścianach stały
piętrowe łóżka. Każde posłanie było przykryte szarą, lecz
miękką pościelą, a obok niej leżała szara poduszka. Przy
łóżkach stały dwa biurka, na których leżały różne książki
do szkoły. Po obu stronach okna znajdowały się szafy, w których
musiały zmieścić się nasze ubrania i wszystkie książki,
przybory szkolne i wszystko inne. Wszystko wyglądało tak jak zawsze
gdyby nie dwie walizki leżące na środku pokoju, do których
spakowane zostały wszystkie moje rzeczy.
W pokoju oprócz mnie nie było nikogo.
Byłam tylko ja i był to mój ostatni pobyt w tym miejscu. Już
nigdy tutaj nie wrócę, już nigdy nie zobaczę twarzy moich
współlokatorek.
Próbowałam zapamiętać każdy
zakątek tego pokoju, abym kiedyś, po miesiącach, latach nadal
mogła go sobie przypomnieć.
Nagle drzwi od mojego pokoju otworzyły
się, a w nich stanął mój brat James.
James jest na prawdę przystojny, jest
wysportowany, ma 1,90 wzrostu oraz krótkie i gęste włosy, które
wystawały w różne strony. Jego kolor oczu jest taki sam jak mój -
niebieski. Kolor ten odziedziczyliśmy po naszej matce. Lecz gdy
spojrzy się na mojego braciszka, można w nim zobaczyć naszego ojca. Jest do
niego naprawdę podobny.
- Musimy już jechać - zwrócił się
do mnie z uśmiechem i wziął moje dwie walizki, po czym zamknął
drzwi zostawiając mnie samą.
Chwyciłam moja torbę, wrzuciłam do
niej mój telefon, który przez cały czas spoczywał w moich rękach
i ruszyłam w stronę drzwi. Jeszcze raz obróciłam się w stronę
pokoju, który oglądałam codziennie, po czym zamknęłam za sobą
drzwi.
Na korytarzu było naprawdę cicho,
nikogo nie było co zdarzało się naprawdę rzadko. Zeszłam po
schodach z pierwszego piętra na parter gdzie stał James, a obok
niego walizki. Nikogo nie było w pobliżu, nawet mojego opiekuna.
Poczułam się naprawdę głupio, że nikt nie chciał się ze mną
pożegnać.
Podeszłam do Jamesa, który chwycił
za mój nadgarstek i zaczął mnie kierować w stronę mojej starej
jadalni.
- Gdzie ty idziesz? - spytałam, lecz
nie dostałam żadnej odpowiedzi.
James tylko się do mnie lekko
uśmiechnął, a następnie otworzył szeroko duże dębowe drzwi,
które prowadzą do jadalni. Weszliśmy do niej oboje, a moim oczom
ukazał się wspaniały widok.
- Wszystkiego Najlepszego! - krzyknęli
wszyscy.
W sali znajdowali się chyba wszyscy
którzy mieszkali w tym Domu Dziecka. Każda z tych osób miała
ubraną urodzinową czapeczkę, a na ścianie wisiał wielki napis:
''Wszystkiego Najlepszego!'', a pod nim jeszcze jeden: ''Sweet 16''.
Przy całej tej przeprowadzce, która
ciągnęła się przez całe dwa tygodnie zapomniałam, że dzisiaj
są moje urodziny! Kończę szesnaście lat!
Na mojej twarzy od razu pojawił się
szeroki uśmiech widząc moich przyjaciół, którzy teraz jak każda
inna osoba znajdują się w tym pokoju i śpiewają dla mnie ''Sto
lat''.
Po skończonej piosence każdy podszedł
do mnie i złożył mi życzenia, a na samym końcu znalazła się
moja najlepsza przyjaciółka i współlokatorka.
- Wszystkiego Najlepszego skarbie! -
krzyknęła i przytuliła mnie do siebie - Znajdź tam w Doncaster
jakiegoś fajnego chłopaka - mrugnęła do mnie - będę za tobą
tak bardzo tęsknić – powiedziała, a po jej policzku spłynęły
łzy.
Próbowałam się powstrzymać od
płaczu, lecz nie potrafiłam. Moje oczy zaczęły mnie szczypać, a
po chwili poczułam na moich policzkach mokrą ciecz.
- Aleks, proszę cię nie płacz -
przytuliłam ją.
- Ale ja będę za tobą tak bardzo
tęsknić!
- Ja za tobą też - przytuliłam ją
jeszcze bardziej - ale proszę nie płacz, nie mogę patrzeć jak ty
płaczesz. Proszę cię.
- No dobrze - obtarła swoje policzki a
ja zrobiłam to samo.
Rozmawiałam jeszcze trochę z Aleks,
bo wiedziałam, że jest to moja ostatnia rozmowa z nią, do momentu
gdy podszedł do mnie Mati (wolę go nazywać czasami Mati niż
James)
- Musimy już jechać. - powiedział i
dodał na pocieszenie - Na pewno się jeszcze kiedyś zobaczycie.
Taa, już to widzę. Ciekawe jak mam
zobaczyć się jeszcze kiedykolwiek z Aleks? Ona będzie tutaj w
Londynie, a ja w Doncaster.
- Będę tęsknić - przytuliłam ją
na pożegnanie, a z moim oczu znów poleciały łzy.
Ona wybąkała coś ''Proszę nie
zapomnij o mnie'', a następnie ja wyszłam w stronę holu gdzie
czekał już James, lecz tym razem bez żadnych bagaży.
- Bagaże są już w bagażniku, lepiej
się pośpieszmy jeżeli chcemy zdążyć.
Wyszliśmy na zewnątrz budynku, gdzie
było 20 stopni. Jak na Lodnyn to naprawdę bardzo ciepło.
Jeszcze raz spojrzałam w stronę
budynku, w którym się wychowywałam. Budynek ten wyglądał na
bardzo stary, posiadał pięć pięter i parter. Na pięciu piętrach
znajdowały się same sypialnie i łazienki, a na parterze jadalnia,
kuchnia, pokój wspólny i pokój do gier. Dom ten jest jednym z
najlepszych Domów dziecka w całej Wielkiej Brytanii.
Odwróciłam się w stronę taksówki i
usiadłam z tyłu, gdzie czekał już na mnie James.
- Jazda do lotniska zajmie nam około
piętnastu minut - poinformował mnie - A nie będzie ci wieczorem
zimno? - bardziej stwierdził niż spytał.
Miałam na sobie krótkie czarne i
skórzane spodenki i do tego pasującą pomarańczową bluzke, która
odsłania mój brzuch.
- Nie będzie - powiedziałam i
spojrzałam przez okno.
James wzruszył swoimi ramionami i
wyciągnął ze swoich kieszeni czarne słuchawki i zaczął słuchać
muzyki, którą aż przy mnie było słychać. James bardzo lubi
słuchać rocka i metalu. Ja wole słuchać pop, lecz czasami rocka
także posłucham.
Osobiście uważam, że jestem cichą i
spokojną osobą. Nie lubię się wyróżniać, wolę zostać w
tłumie. Mam jak na razie 1.65 wzrostu, lecz mam jeszcze nadzieję, że
urosnę. Moje oczy, tak jak wspomniałam wcześniej są koloru
niebieskiego, takie jak miała moja matka. Moim naturalnym kolorem
włosów jest brąz, taki jaki miał mój ojciec, lecz moje włosy
farbuje co parę miesięcy, gdyż nie lubię mieć takiego samego
koloru włosów przez cały czas, wolę go zmieniać.
Spojrzałam ja zegarek znajdujący się
na moim nadgarstku - Minęło dopiero pięć minut, a przed nami
jeszcze dziesięć minut drogi w ciszy.
Chciałam dzisiaj spytać Jamesa o to
co chodzi mi przez głowę od dłuższego czasu. Nigdy nie wiedziałam
kiedy będzie ten właściwy moment i za każdym razem go
przekładałam.
Najbardziej boję się, że mi nie
odpowie, ale ja przecież już jestem prawie dorosła, prawda? Mam
szesnaście lat, tylko dwa lata i będę już pełnoletnia. To jest
naprawdę już blisko.
- James? - spytałam po cichu, po czym
obróciłam powoli głowę.
No tak, James słucha sobie wygodnie
muzyki i mnie nie słyszy.
Wypuściłam głośno powietrze i
walnęłam go lekko w kolanu. Spojrzał na mnie ze zaskoczeniem, ale
od razu zatrzymał muzykę i wyciągnął swoje słuchawki z uszu.
- Coś się stało? - spytał spokojnie
nie spuszczając ze mnie wzroku - Jest ci zimno?
- Nie, nie jest mi zimno - przełknęłam
ślinę - Po prostu chciałam się dowiedzieć jak zginęli nasi
rodzice - powiedziałam i spojrzałam na swoje buty.
Przez chwilę trwała w taksówce
niezręczna cisza. James nie wydał z siebie żadnego dźwięku, a ja
nie widzę jaki ma wyraz twarzy ponieważ moje buty stały się nagle
bardzo interesujące.
- Malia.. - zaczął lecz szybko mu
przerwałam.
- James, ja już nie jestem małym
dzieckiem, naprawdę chcę wiedzieć co stało się z naszymi
rodzicami! Dlaczego tylko ty o tym wiesz? Przecież jesteś ode mnie
tylko dwa pieprzone lata starszy! - krzyknęłam.
Na prawdę chciałam wiedzieć co stało
się z moimi rodzicami i nie obchodziło mnie teraz, jak
zareagowałam. Może nie powinnam się na niego aż tak bardzo
wciekać, ale ja już nie potrafię.
- Malia ja wiem, że chcesz to
wiedzieć, ale... ja nie wiem jak mam ci to powiedzieć - westchnął
- Nie możemy tego zostawić na później? Na przykład jak
przyjedziemy do Doncaster?
- Jeżeli będzie ci wtedy lepiej -
powiedziałam ostro.
Nie siliłam się, aby brzmieć
spokojnie, pozwoliłam działać moim emocją.
Wyciągnęłam z mojej torby białe
słuchawki, które pasowały do mojego białego telefonu. Nałożyłam
je na uszy i od razu usłyszałam znaną mi piosenkę Ellie Gulding
''Burn''.
James zrobił tak jak ja, założył z
powrotem swoje słuchawki na uszy i odłączył się z tego świata.
Lecz mnie dręczyło poczucie winy.
Może nie powinnam tak na niego napadać? Przecież to nie jego wina.
To nie jego wina, że jest straszy i dowiedział się o tym od
jakiejś nieznanej mu osoby. Przecież on próbuje się mną
opiekować, przez całe te szesnaście lat nie spuszczał mnie z oka.
Zawsze gdy mnie coś dręczyło mogłam do niego pójść i wypłakać
się. On robił wtedy dla mnie gorącą czekoladę i przytulał mnie
do swojego ciepłego torsu. To on przez te całe lata musiał pełnić
rolę matki i ojca, a teraz gdy wyszliśmy z Domu Dziecka jest to
bardzo ważne. A ja jak mu się odwdzięczam? Krzycząc na niego
uważając, że on nic nie rozumie.
Resztę drogi spędziliśmy w ciszy.
Parę razy próbowałam się przebić i go przeprosić, lecz w
ostatniej chwili znów się wycofywałam.
Gdy taksówka stanęła obydwoje
zdjęliśmy nasze słuchawki z uszu i wyszliśmy z samochodu. James
zapłacił kierowcy, a ja za ten czas wyciągnęłam w bagażnika
nasze torby i walizki.
- Pasażerowie lecący do Doncaster
proszeni są do zgłoszenia się przy barierce.
Ruszyliśmy, więc w ciszy do barierki,
przed którą stała wielka kolejka. Stanęliśmy jako ostatni, lecz
po chwili za nami za nami stanęła jakaś starsza pani.
- Przepraszam - powiedziałam,
spoglądając znów na swoje buty.
- Nic się nie stało - uśmiechnął
się - przecież wiem, że ty po prostu chcesz wiedzieć co stało
się z twoimi rodzicami. Lecz to jest bardziej skomplikowane niż
myślisz.
- Dlaczego? - spytałam spoglądając
na niego.
- Jak ci powiem to zrozumiesz -
westchnął i spojrzał na swój telefon.
Po paru minutach kolejka stała się
mniejsza, aż wreszcie nadszedł na nas czas. Włożyliśmy nasze
telefony do koszyka i przeszliśmy przez barierką a następni
skierowaliśmy się w stronę samolotu.
Usidłam przy oknie, a obok mnie usiadł
mój braciszek. Usiedliśmy wygodnie na naszych siedzeniach i po
niecałych pięciu minutach samolot ruszył.
Nie jechałam pierwszy raz samolotem,
więc to nie było dla mnie nic nowego oraz strasznego.
Gdy znaleźliśmy się na normalnej
wysokości James wyciągnął swoje słuchawki, włączył pod
telefon i wręczył mi jedną słuchawkę.
- Dzięki - uśmiechnęłam się i
oparłam głowę o jego ramię.
- Malia - usłyszałam męski głos, a
następnie ktoś potrząsnął delikatnie moimi ramionami.
Otworzyłam powoli oczy i przypomniała
sobie, że jestem w samolocie. Nade mną znajdowała się twarz
wesołego Jamesa. Przetarłam moje zaspane oczy, aby dokładniej
widzieć obraz, a następnie uśmiechnęłam się do Jamesa, który
usiadł z powrotem na swoje miejsce.
- Zaraz lądujemy - powiedział i napił
się wody - Chcesz?
Pokręciłam twierdząco głową i
chwyciłam butelkę. Wzięłam parę łyków wody, bo naprawdę byłam
spragniona.
Usiadłam wygodniej na fotelu po czym
obróciła moją głowę w stronę okna. Coraz widoczniej można było
dostrzec różne budynki, pola i ludzi, aż w końcu znaleźliśmy
się na lotnisku w Doncaster.
James od razu wyciągnął nasze
bagaże.
- Idziemy do Starbucks? - spytał
podając mi swoją walizkę.
- Czemu nie - przytaknęłam.
Wzięliśmy nasze rzeczy i ruszyliśmy
do Starbuck, który znajdował się tylko parę metrów od lotniska.
Zamówiliśmy naszą kawę i ciastka u
dziewczyny, której włosy miały każdy kolor tęczy. Przez cały
czas była uśmiechnięta, co naprawdę podziwiam.
- Śliczne włosy - powiedziałam jej
gdy podaliśmy już nasze imiona.
Dziewczyna się tylko do mnie
uśmiechnęła i zwróciła się do następnych klientów.
Czekaliśmy parę minut na zamówienie.
W tym momencie ja byłam na twitterze, a James także robił coś na
swoim telefonie.
Gdy wreszcie dostaliśmy nasze kawy i
ciasta, odstawiliśmy nasze komórki i wzięliśmy się za wcinanie.
Jest to mój drugi pobyt w Starbuck,
ponieważ jak mieszkałam w Domu Dziecka nigdy nie mogliśmy do niego
chodzić, bo nie mieliśmy pieniędzy. Kawa ta była dla nas droga i
żaden wychowawca nie pozwolił nam jej kupić, ponieważ uważał,
że powinniśmy nasze pieniądze dobrze wydawać, a nie na jakieś
bzdety.
Pierwszy raz w Starbuck byłam z
moją przyjaciółką Alek, uciekłyśmy wtedy pierwszy raz ze szkoły
i naszym pierwszym ''ukryciem'' był właśnie Starbuck.
Gdy zjedliśmy już James zadzwonił po
taksówkę, a nasze puste kubki wsadziliśmy do walizek.
Taksówka przyjechała dokładnie po
trzech minutach i od razu do niej weszliśmy. Nasz nowy dom znajdował
się piętnaście - dwadzieścia minut od lotniska. Byłam bardzo
podekscytowana, ponieważ chciałam już widzieć mój nowy dom. Jaki
on będzie? Czy go polubię? Czy będę umiała się do niego
dostosować?
- Dlaczego tak właściwie jedziemy do Doncaster, a nie zostajemy w Londynie? - spytałam mojego brata.
- Ponieważ tutaj dostałem moją pracę
i dzięki niej będziemy mogli się jakoś ustosunkować. - zamilkł
i po chwili dodał: - i dlatego, że nasza jedyna ciotka kupiła nam
tutaj dom, gdzie będziemy mogli zamieszkać. Po prostu jest nasz,
dostaliśmy go.
- Ale dlaczego to ona nie mogła nas
wziąć gdy nasi rodzice zginęli? - spytałam nie rozumiejąc.
- Eh.. - westchnął - bo ona po prostu
jeździ po całym świecie i sąd zdecydował, że lepiej będzie nam
gdy trafimy do Domu Dziecka niż do niej.
Chciałam jeszcze coś powiedzieć,
lecz nagle wjechaliśmy na ulice St. Georges Avenue, gdzie od teraz
będzie znajdować nasz dom.
- Czy to jest dobra ulica? - spytała
po paru minutach.
Na tej ulicy znajdowały się same
ogromne domy oraz wille, nigdzie nie było widać ani jednego małego
domku którego sobie wyobrażałam. Czułam, że nigdzie go nie
znajdę. Kierowca za pewne się pomylił i wjechał na jakąś inną
podobną drogę.
- Czy to na pewno jest ulica St.
Georges Avenue? - spytałam kierowcę, bo James nagle stracił głos.
- Jestem tego pewny - powiedział
uśmiechając się do mnie przez lusterko. - A oto wasz dom -
powiedział jeszcze weselej.
Zaniemówiłam. Po prostu zaniemówiłam.
Przed nami znajdował się piękny biały i jednopiętrowy dom,
willa.
Przed nim znajdował się wielki basen
z czysta wodą. Podjazd zbudowany był z małych i białych
kamyczków, a w niektórych miejscach rosły jakieś kwiaty lub
krzaki.
Udało mi się chwycić klamkę od
taksówki moją drżącą ręką i wyszłam z niej na świeże
powietrze.
James zrobił to samo co ja.
- James? - tylko to potrafiłam
powiedzieć.
Mój brat zachowywał się tak jakby
wcale mnie nie usłyszałam tylko nadal obserwował nasz nowy dom
gdzie za chwilę wejdziemy.
Kierowca wyciągnął nasze bagaże, a
ja mu zapłaciłam za dojazd. Razem z James wzięliśmy je do ręki i
ruszyliśmy do brązowych drzwi.
James wyciągnął klucze z kieszeni i
przekręcił je w zamku.
- Witaj w naszym domku siostrzyczko -
uśmiechnął się i uchylił drzwi.
Przepuści mnie, więc przeszłam
pierwsza przez prób naszego wspólnego i pierwszego domu, a za mną
do budynku wszedł James.
Przed nami rozprzestrzeniał się
wielki hol. Ściany miał pomalowane na jasny beż, a na nich
znajdowały się w niektórych miejscach brązowe kwiaty w różnych
wielkościach.
Ściągnęliśmy nasze buty i we
skarpetkach ruszyliśmy w głąb domu, zostawiając nasze bagaże w
przedpokoju.
Przed nami rozprzestrzeniał się
wielki salon. Podłoga była zbudowana z białych kafelek, które
wyglądały jakby dopiero co je wypolerowano. Na samym środku pokoju
znajdował się mały stoliczek. Był on koloru białego, a na środku
miał przezroczyste szkło. Na nim znajdowały się różne
dekoracje, które dokładnie pasowały do klimatu tego pokoju. Obok
stolika znajdowały się dwie wielkie i znów białe kanapy. Na nich
zmieści się na pewno bardzo dużo osób. Na przeciwko stolika
znajdowała się wielka komoda zbudowana z drewna. Na niej także
znajdowało się dużo ozdób, a w jej głębi wielka plazma.
Obok komody znajdowało się jedno małe
krzesło, na którym została położona biała poduszka w brązowe
wzory. Obok niej znajdowały się także wielki doniczki z których
wyrastały rośliny.
W pobliżu krzesła były drzwi które
prowadziły do tarasu. Przez szybę można było nawet zobaczyć
wielki basen, który znajdował się w naszym ogródku.
Nigdy w życiu nie marzyłam o tym, aby
mieć swój własny basen i do tego taki wielki i nowoczesny dom.
Zawsze wyobrażałam sobie jakiś mały domek, w którym będę
prowadzić moje spokojne życie, bo byłam pewna, że nie będzie
mnie stać na taki dom w którym stoję teraz. To wszystko wydaje się
jak jakiś wspaniałym snem!
- No to idziemy na nasz taras? -
zagadnął James i otworzył drzwi, które właśnie tam prowadziły.
Tym razem pierwszy przeszedł mój
brat, a ja zanim, prawie depcząc mu po piętach.
Taras był po prostu śliczny. Basen
jako pierwszy przykuł naszą uwagę lecz później oswajając się z
widokiem zauważyliśmy fioletowe leżaki i do tego dopasowane
fioletowe, małe stoliki. Wokół tarasu rosło wiele roślin. Jednym
słowem ogród był piękny!
Następnie wróciliśmy do salonu z
którego przeszliśmy do kuchni, którą oddzielały drzwi z salonem.
Kuchnia też miała ten sam odcień kolorów co cały ten dom,
biało-brązowy.
Na środku stał brązowy blat, przy
którym postawiono dwa szare krzesła. Naprzeciw tego blatu znajdował
się piec, a przy szarej ścianie stały wszystkie potrzebne
przyrządy i szafki. Od razu sprawdziłam czy są w nich np. sztućce.
O dziwo były one tam i jeszcze wiele innych rzeczy. W lodówce
znajdowały się świeże produkty, które wyglądały jakby dopiero
je dzisiaj ktoś kupił. Wszystkie szafki były zapełnione przez
brzegi potrzebnymi oraz mniej potrzebnymi rzeczami.
Moją uwagę jednak przykuło okno,
które miało kształt koła. Przez nie dokładnie można było
widzieć mały lasek oraz jezioro. Jak się okazało po tym widoku -
zaraz gdy wyjdziemy z naszego domu i skręcimy w prawo dojdziemy
właśnie do tego lasu i jeziora.
Przeszliśmy przez następne drzwi,
które znajdowały się w kuchni i znaleźliśmy się w przestronnej
jadalni. Podłoga była zbudowana z drewnianych paneli a ściany były
koloru białego, lub czasem koloru brązowego. Kolor brązowy
błyszczał bardzo, jakby posypało się go brokatem.
Na samym środku jadalni stał wielki,
brązowy stół przy którym znajdowało się sześć krzeseł, ze
trzy po każdej stronie. Na stole były postawione dwa dzbanki i dwa
talerzy, jakby specjalnie dla nas.
Na białej ścianie, na przeciwko
obrazu wisiał wielki czarno-biały obraz, który przedstawiał ruiny
jakiegoś zamku.
Nad stołem wisiały dwie okrągłe i
białe lampy, które teraz nie były włączone, ponieważ światło
dochodziło z brązowego okna.
Ostatnim naszym pokojem do odwiedzin
była łazienka, która znajdowała się zraz obok jadalni. Podłoga
była zbudowana z białych kafelek, prawie takich samych jak w
jadalni, tylko, że trochę mniejszych, a ściany także pokryte były
kafelkami w dwóch kolorach.
Największą atrakcją była wielka
wanna, która znajdowała się w rogu, zaraz obok drzwi do wyjścia.
Obok niej był wieszak, aby można było powiesić swoje ubrania oraz
jedna mała, szara pufa. Gdy spojrzało się do góry to właśnie
nad tą wanną znajdowała się wielka oraz płaska lampa, która
wytwarzała żółte światło, a obok niej w kształcie koła
układały się małe lampy.
- A te drzwi do czego prowadzą? -
spytałam gdy wyszliśmy z łazienki.
Myśleliśmy, że na parterze
zobaczyliśmy już wszystkie pokoje, lecz jak widać jeden
ominęliśmy.
- No to zobaczmy.
Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazała
się wielka siłownia. Pokój ten był naprawdę wielki, może nawet
większy niż nasz salon. Znajdowały się w nim wszystkie przyrządy,
które można było spotkać w normalniej siłowni. Projektant nie
ominął ani jednego.
- Coś dla ciebie - poklepałam brata
po ramieniu, aby wreszcie się ocknął.
James od zawsze marzył o własnej
siłowni. Zawsze gdy ktoś go się pytał jak wyobraża sobie swój
przyszły dom od razu mówił, że powinna się tam znajdować
siłownia, aby czuł się w tym domu lepiej.
James stał tak przez parę minut i
obserwował każdy sprzęt po kolei, jakby przypatrywał się, czy on
tego sobie na pewno nie wymyślił, a tak naprawdę znajduje się w
pustym pokoju.
Następnie wyszliśmy z jego siłowni i
ruszyliśmy w stronę schodów, które zaprowadziły nas na pierwsze
piętro. Podeszliśmy do pierwszych drzwi, a na nich wisiał napis:
''Malia''. Uśmiechnęłam się pod nosem i pchnęłam drzwi.
Moim oczom ukazał się śliczny, duży
i w dodatku fioletowy pokój. Podłoga była pokryta jasnymi panelami
a ściany były koloru jasnego fioletu. Przy lewej ścianie stała
biała półka a na niej znajdowały się rożne dekoracyjne rzeczy.
Dokładnie nad tą półką wisiało wielkie lustro.
Własne lustro.
Własne lustro.
Obok tej półki znajdowało się
wielkie, dwu osobowe łóżko, które przykryte było fioletową
pościelą. Dokładnie przy łóżku znajdowało się okno, przez
które można było widzieć dokładnie jezioro i polanę wokół
niego.Znajdowała się także wielka
szafa, w której mam nadzieję, że pomieszczę rzeczy, inne szafki,
półki oraz biurko, na którym postawiony był laptop.
W Domu Dziecka nikt z nas nie posiadał
ani laptopa, ani komputera. Jedyne co mogliśmy mieć to telefony
komórkowe, które tamtego roku dostaliśmy pod choinkę. Wszyscy
bardzo się z tego prezentu ucieszyli.
Oczywiście mieliśmy komputery w Domu
Dziecka, lecz one były dla wszystkich i każdy musiał wpisywać się
do księgi, kiedy i o której chcieliśmy wejść i oczywiście
na jak długo.
Obok mojego pokoju znajdowały się
następne drzwi, które prowadziły do łazienki, który była tylko
moja. Nareszcie.
Na drugim piętrze znajdowało się
tylko pięć drzwi, a trzecie nie wiadomo gdzie prowadziły. James
jako pierwszy chwycił klamkę i otworzył drzwi. Naszym oczom ukazał
się pusty pokój z wielkim oknem i drzwiami, przez które można
było wyjść na balkon.
Na środku pokoju leżała biała
koperta. Wzięłam ją do ręki i przeczytałam, to co pisało na
kopercie:
„Malia”
Otworzyłam szybko kopertę w której
znajdował się krótki liścik:
''Malia, oto pokój z
którym możesz robić co zechcesz.
Nie wiedzieliśmy o
czym tak naprawdę marzysz. Wiedzieliśmy, że James chciał mieć
zawsze siłownię, lecz co ty zawsze chciałaś? Nikt nam nie
powiedział.
Mamy nadzieję, że
zrobisz z tego pokoju swój własny zakątek świata''.
Wyszłam z pokoju razem z moim bratem
i skierowałam się w stronę ostatnich drzwi na których za pewne
była karta: ''James''.
Po mojej głowie wciąż krążyły te
same słowa, które chwile temu przeczytałam ''zrobisz swój
własny zakątek świata''. Ale jak tak naprawdę wygląda mój
świat? Przecież ja nie mam czegoś takiego co najbardziej na
świecie lubię i chciała bym to robić w przyszłości. Muszę się
nam tym dokładnie zastanowić.
James otworzył drzwi od swojego pokoju
i od razu moim oczom pokazał się wielki pokój nastolatka. Podłoga
, tak jak moja była pokryta jasnymi panelami. Sufit był koloru
czarnego, na którym znajdowały się małego ledowe światełka
gdzie tylko się nie spojrzy. To naprawdę wyglądało świetnie! Na
samym środku było łóżko, pokryte białą pościelą a obok niego
stała czarna lampa. Dokładnie na przeciwko łóżka wisiała na
ścianie wielka plazma, a koło niej były wielkie półki, a na
nich przyklejone dwie postacie z hip hopu.
W pokoju znajdowały się także szafy,
półki, biurko, na którym także leżał nowy laptop oraz różne
pufy i jedna wisząca pufa.
Po paru minutach wyszliśmy z jego
pokoju i ruszyliśmy już do ostatnich drzwi. Tym razem otworzyłam
ja je i weszliśmy do wielkiej łazienki, która była jego
własnością.
Następnie poszliśmy po nasze bagaże,
które nadal stały w holu i zanieśliśmy je do naszych pokoi.
Zaczęliśmy je rozpakowywać.
Wszystkie ubrania, które znajdowały
się w pierwszej walizce poukładałam w szafie oraz do niektórych
półek. Z następnej walizki wyciągnęłam wszystkie moje rzeczy,
kosmetyki, aparat, albumy ze zdjęciami, książki i wiele innych
rzeczy.
Wszystko poukładałam dokładnie w
szafkach, a jedyne zdjęcie moich rodziców razem z nami, postawiłam
na biurku, a zdjęcie mnie i Aleks, na półce nocnej obok mojego
łóżka.
Zanim się rozpakowałam na dworze
zapadł już zmrok. Spojrzałam na zegarek, który wisiał na ścianie
i zauważyłam, że jest już po dziesiątej wieczorem.
Wzięłam szybki prysznic ubrała się
w moją piżamę i ruszyłam do salonu aby pooglądać jakiś ciekawy
film.
Gdy do niego doszłam, James siedział
sobie na kanapie i oglądał film. Od razu dołączyłam do niego.
- Co oglądasz? - spytałam.
- ''Efekt Motyli'' - powiedział i przykrył
mnie koce, bo było trochę zimno.
____________________________
Obudziłam się przez promienie słońca,
które przebijały się przez moje nie zasłonięte okno. Wstałam
leniwie z łóżka i ruszyłam do szafy aby wybrać jakieś ubranie.
Zdecydowałam, że ubiorę czarne szorty i białą bluzkę z napisem:
''FU#K'', która odsłaniała mój brzuch. Szybko się przebrałam i
ruszyłam w stronę kuchni na śniadanie.
Dzisiaj jest ostatni dzień mojej
wolności, ostatni dzień wakacji. Jutro zacznie się nowy rok
szkolny, w nowym mieście i w nowej szkole. Po prostu świetnie.
Nikogo nie będę znać i tego boję się najbardziej. A co jeśli
nikt mnie nie polubi? Nigdy nie pokazywałam za bardzo swojej
sympatii.
Weszłam do kuchni, a przy kuchence
stoi już mój braciszek z patelnią w ręku.
- Dzień Dobry śpiochu - zaśmiał
się.
Uśmiechnęłam się do niego i
wyciągnęłam z półki talerze, po czym położyłam je na blacie.
- Co robisz? - spytałam siadając
naprzeciwko go.
- Naleśniki.
- Mmm. Naleśniki - oblizałam usta, na
co on pokręcił z dezaprobatą głowa.
Po paru minutach jedzenie było już
gotowe. James wziął sobie trzy, a ja dwa naleśniki. Były bardzo
pyszne.
- Mam coś dla ciebie - powiedział gdy
odstawił nasze talerze do zlewu.
- Co?
- Niespodzianka.
Ruszył do salonu, a ja posłusznie za
nim. Usiadłam na kanapie obserwując co robi. James wyciągnął za
kanapy pokrowiec, który wyglądał jak pokrowiec od gitary i
podszedł do mnie.
- Wszystkiego Najlepszego siostrzyczko.
Wiem, że wczoraj powinienem ci dać ten prezent, ale przez tą całą
przeprowadzkę zapomniałem.
- Dziękuję - przytuliłam go.
Otworzyłam pokrowiec w którym
znajdowała się GITARA! Wyciągnęłam ją z pokrowca i zaczęłam
na niej ''grać''.
- Dlaczego kupiłeś mi gitarę?
- Bo pamiętam jak kiedyś poszłaś na
ten kurs gitary, który trwał dwa tygodnie i byłaś z tego ogromnie
szczęśliwa.
- I ty to zapamiętałeś? To było ze
trzy lata temu!
- Mam dobrą pamięć - uśmiechnął
się.
________________________________
Po obiedzie, który zrobiłam razem z
moim bratem, zdecydowałam się pójść na zakupy. Nie miałam
jeszcze żadnych książek na jutro do szkoły, ani torby. Dodatkowo
chciałam sobie kupić jakieś książki z nutami do gitary i jeżeli
starczy mi pieniędzy to kupić jakieś nowe ubrania.
James poszedł dzisiaj pierwszy dzień
do pracy, zaraz po swoim obiedzie. Był zestresowany, ale widziałam
w jego oczach ten błysk zaciekawienia.
Postanowiłam pójść do miasta
pieszo, przynajmniej sprawdzę jak długo będzie trwać taki
spacerek.
Mój dom ma numer 29 i jest prawie
jednym z ostatnich domów na tej ulice, za nami są może jeszcze ze
cztery domy.
Gdy szłam spacerkiem po mojej nowej
okolicy, zauważyłam, że każdy dom tutaj ma swój własny basen.
Gdy przechodziłam obok domu nr 25 ze
środka wypadł jakiś chłopak. Na jego twarzy od razu zauważyłam
kolczyki. Jednego miał na nosie, drugiego we wardze a trzeciego we
brwi. Całe jego ciało pokryte było tatuażami. Jego oczy przez
chwilę były koloru niebieskiego, lecz gdy znów obrócił się w
stronę domu, z którego wyszedł teraz mężczyzna jego oczy
pociemniały. Włosy miał koloru jasnego brązu, które sterczały
mu w różne strony.
Chłopak nawrzeszczał na mężczyznę,
który stał w drzwiach, głośno przeklną i obrócił się do niego
tyłem. Mogłam zauważyć, że idzie w kierunku czarnego ścigacza.
Mężczyzna zniknął w głąb domu, a chłopak wsiadł na swojego
ścigacza i nawet nie próbował założyć kasku na głowę.
Usłyszałam jak wyjeżdża spod swojego podjazdu. W momencie gdy
mnie mijał, zauważyłam jakby zwalniał, obrócił swoją głowę i
mrugnął do mnie, po czym odjechał.
Poczułam jak moje policzki się
czerwienią.
________________________________
Godzinę później, po incydencje z
tym chłopakiem miałam kupione już wszystkie książki, które będą
mi potrzebne na tegoroczny rok szkolny oraz kupiłam parę książek z
piosenkami do gitary.
Teraz kierowałam się w stronę
Starbuck aby zrobić sobie trochę przerwy w zakupach. W moim myślach
wciąż był ten sam chłopak ze ścigaczem. Byłam ciekawa dlaczego
tak się wciekł na tego mężczyzne. Ciekawe czy on tam mieszka, a
może tylko przyszedł kogoś odwiedzić? Chciałabym go jeszcze raz
zobaczyć.. Nie! Nie! On na pewno jest niebezpieczny, po prostu nie
powinnam więcej zwracać na niego uwagi. Tak będzie najlepiej.
Weszłam do Strabucksa i udałam się
do lady, gdzie stała ta sama dziewczyna, która wczoraj pracowała w
tym samym sklepie na lotnisku.
- Hej! - przywitałam się.
- Hej - uśmiechnęła się.
Podałam jej swoje zamówienie i od
razu chciałam jej podać swoje imię, lecz ona je zapamiętała i od
razu na kubku napisała ''Malia''.
- Pamiętasz? - zdziwiłam się.
- Pamiętam - zaśmiała się - i imię
twojego brata Jamesa też pamiętam.
Chwila? Czy jej się spodobał mój
brat? Nie, nie to nie możliwe. Albo...? Widziałam jak jej twarz
promieniej gdy wypowiedziała te imię, a następnie zwróciła się
do następnych osób, które stały za mną.
Usiadłam przy wolnym stoliku i
czekałam na moje zamówienie. W tym czasie postanowiłam wejść na
twittera.
Tweet: Dziewczynie ze Starbucksa
spodobał się mój brat LOL.
Na sam napis musiałam się zaśmiać.
Ale to jest naprawdę dziwne. No cóż będę musiała się dzisiaj
spytać mojego brata, może ona mu się też podobała? Jak ja lubię
swatać ludzi!
Po trzech minutach czekania otrzymałam
moja mrożoną kawę. Wypiłam ją powoli wertując w tym czasie
tweety innych ludzi.
Po wypitej kawie ruszyłam do drzwi
wyjściowych, bo czekały na mnie jeszcze zakupy. Właściwe chciałam
dotknąć klamki aby wyjść, ale drzwi otworzyły się przede mną a
w nich stanął ten sam chłopak, co wtedy przed domem numer 25.
Ubrany był w czarne Jeansy i do tego biały T-shirt na którym
pisała ''FU#K'', a na jego oczach znajdowały się czarne okulary
przeciwsłoneczne.
Chwila.. my mamy prawie te same
bluzki?!
Gdy na mnie spojrzał zauważyłam w
jego oczach błysk pożądania. Uśmiechnął się chytrze i znów do
mnie mrugnął, a jego uśmieszek nie schodził mu z twarzy.
Przejrzał mnie od góry do dołu, a jego wzrok zatrzymał się na
chwilę na mojej bluzce, po czym wrócił na moje oczy. Tym razem nie
są już tak ciemne, są koloru niebieskiego.
Poczułam jak się czerwienię i szybko
wyszłam z sklepu.
Jak ja mogłam na to pozwolić?
On jest taki ładny
Nie. Ja muszę naprawdę o nim zapomnieć. Nie mogę się mu poddać, on po prostu chce mnie przelecieć i to wszystko. Nie poddam się mu ani tym pięknym niebieskim oczom.
On jest taki ładny
Nie. Ja muszę naprawdę o nim zapomnieć. Nie mogę się mu poddać, on po prostu chce mnie przelecieć i to wszystko. Nie poddam się mu ani tym pięknym niebieskim oczom.
Ruszyłam w stronę najbliższego
sklepu, gdzie wisiała ładna torba. Zobaczyła sobie ją bliżej.
Była koloru czerwonego i pisała na niej ''puma''. Była to torba na
ramię. Nie lubię chodzić w plecakach, to jest takie trochę
przeterminowane.
Zapłaciłam za torbę i ruszyłam do
sklepu z ubraniami, bo pieniędzy trochę mi jeszcze zostało.
Przeszłam przez parę sklepów, przymierzałam niektóre ubrania i
ostatecznie kupiłam: czerwoną rozkloszowaną spódnice, dwie pary
szortów, jedną bluzkę i do tego bransoletkę z ''I love London''.
Po skończonych zakupach postanowiłam
wrócić do domu, trochę odpocząć i nacieszyć się ostatnim dniem
wakacji.
Gdy przechodziłam obok domu numer 25,
gdzie nie widziałam tego chłopaka ani jego ścigacza, było widać
tylko jak po ogródku biega jakaś miała dziewczynka, a obok niej
stoi jakaś starsza kobieta.
Gdy doszłam do mojego domu od razu
wyciągnęłam wszystkie kupione rzeczy i poukładałam je do półek.
Postanowiłam, że ostatni dzień
spędzę pływając w moim własnym basenie. Wyciągnęłam z szafy
niebieskie bikini i szybko się w nie przebrałam. Włosy spięłam
szybko w koka, wyciągnęłam z półki ręcznik i książkę a z
torby telefon, słuchawki, i zaczęłam iść w stronę tarasu.
Ręcznik położyłam na leżaku tak
samo jak książkę, telefon i słuchawki. Weszłam do wody po
schodkach, bo za dobrze to ja pływać nie potrafię. Na szczęście
basen nie jest głęboki i dosięgam nogami podłogi.
Po dwóch godzinach pływania, a
bardziej wygłupiania się wyszłam z wody i położyłam się na
leżaku. Wzięłam do ręki książkę i zaczęłam ją czytać.
Gdy mój telefon wskazywał godzinę
osiemnastą nie chętnie wstałam z leżaka i poszłam do kuchni.
James kończy dzisiaj swój pierwszy dzień w pracy o 19 i dlatego
zrobię dla niego kolację.
Chwyciłam mój telefon i szybko
tweetnęłam:
Tweet: Czas na zapiekankę!
Nie, ja wcale nie jestem uzależniona
od twittera.
Wyjęłam wszystkie potrzebne składniki
do zapiekanki i gdy James wszedł do domu godzinę później jedzenie
czekało już na stole w jadalni.
- I jak było w pracy? - powiedziałam
nakładając sobie i jemu zapiekanki.
- Nie ma źle mimo że wkurzył mnie
taki jeden chłopak.
James dostał pracę jako sprzedawca w
sklepie muzycznym, co uważam za świetne. On oczywiście nie jest
tym, aż tak bardzo ucieszony. Wolałby robić coś bardziej ze
sportem niż z muzyką, ale to lepsze niż nic.
- Czym cię wkurzył?
- A przychodzi sobie z jakąś
dziewczyną i zaczyna sobie jakby nigdy nic grać na fortepianie. Gdy
mu powiedziałem, że nie może zaczyna się ze mnie śmiać wyzywa
mnie a następnie zrzuca parę skrzypiec na ziemię i wychodzi sobie
z sklepu - westchnął - Mam tylko nadzieję, że nie będzie ze mną
w klasie, bo raczej jest w moim wieku, a jeżeli został siedzieć to
aby nie był z tobą w klasie.
- A jak wyglądał? - spytałam biorąc
następny kawałek zapiekanki.
- Miał dużo tatuaży, kolczyki chyba
trzy: we brwi, wardze i nosie, ale nie jestem pewny. Na początku nie
widziałem koloru oczu, ale gdy zrzucał te skrzypce widziałem tylko
czerń.
Zamarłam. Przecież to nie może być
ten sam chłopak co ja widziałam, prawda? Na pewno dużo tutaj jest
jakiś chłopaków którzy mają tatuaże, kolczyki i oczy które
stają się ciemne. Ale to przecież tak bardzo do niego pasuje! I
jeszcze ten chytry uśmieszek. Nie...
Po skończonej kolacji usiedliśmy
przed telewizorem aby spędzić ostatni dzień wakacji razem. W
telewizorze zaczął lecieć jakiś nudny film, który ani mnie ani
James za bardzo nie interesował. Krążyłam moim myślami wszędzie,
zastanawiając się nad niektórymi sprawami, aż nagle sobie
przypomniałam co mi wczoraj obiecał James.
- Jak nasi rodzice zginęli?
- C-co?
- Obiecałeś mi wczoraj, że mi
wszystko powiesz.
- No dobrze - wyłączył telewizor -
Nie jest to długie. No więc nasi rodzice postanowili się kiedyś
tam rozstać.
- Co?
- Tak, chcieli się rozwieść.
- Ale dlaczego?
- A bo ja mam wiedzieć? Nie kochali
siebie już tak bardzo jak kiedyś?
- Ale kiedy to postanowili?
- Parę tygodni po twoich narodzinach.
Poczułam jak coś we mnie pęka. A
jeżeli to moja wina, że moi rodzice się rozwiedli i dlatego
spotkał ich ten okropny wypadek?
- Chcieli się rozwieść i nie
wiedzieli co zrobić z nami - przełknął śliną - i oddali nas po
prostu do Domu Dziecka.
- C-co?
- Tak, nikt z nich nie chciał mieć na
karku dwójkę małych dzieci, które będą im przeszkadzać spotykać
się z innymi osobami.
- Czyli, że oni nadal żyją?
- Tak, żyją, ale nikt nie wie gdzie
mieszkają ani co robią. Po prostu zerwali kontakt, nigdy także nie
próbowali się z nami skontaktować.
- To, to nie możliwe.
- Niestety możliwe - przytulił mnie -
ale to nie koniec.
- Jak to nie?
Może być coś jeszcze gorszego?
- Ta ciotka, która dała nam ten
wspaniały dom chciała nas do siebie przyjąć, sąd nawet jej
pozwolił tylko nasi rodzice nie chcieli jej dać do nas prawa.
- Czyli sąd jednak pozwolił jej?
- Tak, ale rodzice niestety nie -
przytulił mnie mocno.
Jak nasi rodzice mogli nam coś takiego
zrobić? Przecież o takim czymś nie idzie ani pomyśleć a co
dopiero co zrobić. Czy oni nie mieli serca? Jak rodzic może swoje
własne dziecko oddać do Domu Dziecka bo chce ''poznać'' nowe
osoby.
- Cz-Czy to moja wina? - spytałam.
- Co?
- No bo powiedziałeś, że to po moich
narodzinach zdecydowali, że chcą się rozwieść. Co jeśli to
przeze mnie się rozstali?
- Na pewno nie przez ciebie, coś ty.
- Ale to przecież jest możliwe!
Gdybym się nie urodziła oni byli by może jeszcze razem, a ty nigdy
byś nie trafił do Domu Dziecka.
- I nigdy nie miał bym takiej
wspaniałej siostry. Malia oni tak czy siak by się rozeszli
obojętnie czy byś była czy nie.
- No ale jeśli... - chciałam coś
powiedzieć, lecz James mi przerwał:
- To nie jest twoja wina. Oni i tak by
się rozeszli tak miało się stać i się stało. - westchnął.
- Jesteś pewny?
- Na sto procent siostrzyczko.
- Ale nigdy nie próbowali się
skontaktować?
Pokręcił głową.
- Szkoda, a co z ciotką?
- Nie możemy jej widzieć, ona nie
może się z nami kontaktować. Rodzice jej zabronili.
- To jest chore!
- Wiem, a to, że ten dom kupiła nam
ciotka także, nikt nie wie. Nikt nie może się dowiedzieć.
- A to nie możemy się z nią spotkać
w ukryciu?
- Możemy i tak też zrobimy -
uśmiechnął się - ale dopiero gdy wróci do Wielkiej Brytanii.
- Gdzie teraz jest?
- W Brazylii.
James z powrotem włączył telewizor.
Nasza rozmowa ucichła, a ja nie miałam sił na jej dalszą część.
Nigdy nawet nie myślałam o czymś takim, że nasi rodzice po prostu
przez rozwód nas tam oddali. Jeżeli jednak mam być szczera nikt
tak naprawdę nie powiedział mi, że moim rodzice mieli wypadek to
ja sobie to po prostu do głowy wbiłam.
Po północy poszłam w stronę mojego
pokoju, aby być na jutro wyspana. Przebrałam się szybko w moją ulubioną piżamę, umyłam zęby i weszłam do miękkiego łóżka.
Przed snem nastawiłam jeszcze budzik, aby na jutro nie zasnąć.
Zasnęłam z myślami o chłopaku z
dzisiejszego dnia.
_______________
A wiec jest już 1 rozdział :)
Mam nadzieje, ze się spodoba i zrozumiecie mnie ze rozdziały nie będą dodawane co tydzień bo po prostu rozdziały będą długie. I czasami będę je dodawać raz w miesiącu
2 rozdział powinien pojawić się za tydzień lub za dwa tygodnie
Co o nim sadzicie?
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MASZ SZACUNEK DLA AUTORKI ZA SIEDZENIE GODZINAMI/DNIAMI NAD ROZDZIAŁEM

Świetny rozdział :)
OdpowiedzUsuńIch rodzice serio byli wredni... Łagodnie mówiąc...
No cóż tak bywa ;)
Czekam na następny :3
Interviever
aww świetny czekam na kolejny z niecierpliwością <3 @nxd69
OdpowiedzUsuńsuper pisz dalej kochana wkrecilam sie
OdpowiedzUsuń<3
Mogę napisać długi komentarz? :) Mam nadzieję, że tak. Fabuła bardzo mnie zaciekawiła. W sumie to nie lubię jak dzieci z domu dziecka wychodzą i od razu mają wszystko, ale przymrużyłam oko haha:)
OdpowiedzUsuńPiszesz długie rozdziały, robisz opisy i dobrze wstawiasz dialogi. Super! Naprawdę. To jest świetny początek, zwłaszcza że fabuła jest zachęcająca. Mnie się podoba.
Czasem gubisz przecinki, ale wiesz...bywa :D Ja sama też popełniam błędy i grunt to się do nich przyznać.
Oczywiście, że tu zostanę i wierzę w Ciebie. Nie zawiedziesz mnie :* Mam taką nadzieję.
Pamiętaj, żeby nie przyśpieszać akcji. Wtedy nie będziesz wiedziała co zrobić. Ale to rada na przyszłość, bo dopiero zaczynasz.
Podoba mi się to, że chcesz pisać, masz pomysł i próbujesz nas zaciekawić. Bo gdybyś robiła to na odwal się, nie byłoby żadnych korzyści.
Jedyne co mi się nie podoba to zwiastun...Moim zdaniem oczywiście, w ogóle mnie nie zachęcił. Ty mnie zachęciłaś słodką prośbą na TT :*
Czekam na następny rozdział i przesyłam ci telepatycznie dużo weny.
~Pisanie nie polega jedynie na wyrażaniu myśli, to także głęboka zaduma nad wymową każdego słowa.~
Alicja
Cudowny po prostu cudowny rozdział !!!!!! <3 <3 <3 Fabuła mega ciekawa, bohaterowie niesamowici i ogółem no nic dodać nic ująć ^.^ Naprawdę ci to super idzie.Podziwiam za ilość napisanego tekstu i za pomysłowość bo ja bym na pewno tak nie potrafiła:P Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały ^.^ !!!!! <3 <3 Pozdrawiam i życzę weny w dalszym pisaniu :***
OdpowiedzUsuńCoś cudownego! Naprawdę! :)
OdpowiedzUsuńFabuła bardzo ciekawa i mam nadzieję, że będziesz przez długi czas ją prowadzić!
Na pewno wstąpię jutro na kolejny rozdział! <3
/@LiamCrushTwoj
dlugi rozdzial a takie lubie :) genialne opisy i oby tak dalej czekam na next :D
OdpowiedzUsuńCudowny rozdzial *-*
OdpowiedzUsuńBoże święty xD Ja nie chce czekac aż tyle kom wybije ;'(
OdpowiedzUsuń